Zmiany w edukacji

  • Ustawa 2.0 do głębokiej rewizji. Student musi stać się centralną postacią każdej uczelni wyższej, a nie utrapieniem kadry.
  • Koniec z kolekcjonowaniem bezsensownych punktów i niszczeniem potencjału polskich naukowców
  • Silne powiązanie nauki i biznesu ze wsparciem państwowym – tylko tak zbudujemy konkurencyjną i innowacyjną gospodarkę!
  • Bon edukacyjny od Państwa w gestii rodziców, idący za uczniem, jako forma dystrybucji konstytucyjnych środków na edukację do placówek oświatowych
  • Włączenie nauki prywatnej w system obrotu bonów oświatowych – rodzic opłacanym przez Państwo nauczycielem!

“Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Słowa Jana Zamoyskiego powinny być wyryte w głowach wszystkich, którym los Polski nie jest obojętny. Od edukacji zaczyna się wszystko – to nie tylko wiedza i kompetencje, ale płynące z tej wiedzy postawy i etos.

Szkolnictwo wyższe: 
Ustawa 2.0, czyli reforma szkolnictwa wyższego autorstwa min. Gowina oderwała całkowicie uwagę kadry naukowej od studenta i dydaktyki. Uczelnie opanowała “punktoza”, czyli namiętne zbieranie punktów mające teoretycznie odzwierciedlać poziom dorobku naukowego. W praktyce, z racji braku punktowania zajęć dydaktycznych ze studentami, stali się oni uwierającym kłopotem, podczas gdy to student powinien być najważniejszym elementem całego systemu szkolnictwa 

– wszak to on za pewien czas ma ponieść dalej i pomnażać dorobek pokoleń Polaków swoją fachowością, kompetencjami i klasą.

Jednocześnie należy skończyć z produkowaniem setek i tysięcy niepotrzebnych, mało wartościowych publikacji, pisanych tylko dla punktów.
Dorobek zaś uczelni powinien powstawać we współpracy z gospodarką i fukcjonowaniem instytucji publicznych, dla zazębienia go z realnymi potrzebami kraju.
Znając nieco zagadnienia marnowania potencjału od strony współpracy z uczelniami technicznymi, kategorycznie opowiadam się za wiązaniem często genialnych wręcz pomysłów z możliwościami wykorzystania ich w przemyśle – potrzebny jest tu też system zachęt dla wdrażania technologii wysokiego ryzyka (nowych), o dużym potencjale, lecz niezweryfikowanych. I tu pewną rolę może odegrać państwo, w związku z niewystarczającym często rodzimym kapitałem prywatnym. Duże firmy zachodnie dysponują funduszami do obsługi ryzyk takich inwestycji, jeśli więc chcemy utrzymać cenne i innowacyjne technologie autorstwa polskich świetnych naukowców w Polsce, warto rozważyć stworzenie efektywnych mechanizmów wspierających, a także usprawnienie takich, które działają, jednak w sposób dalece nieefektywny.

Edukacja podstawowa i średnia:
Konstytucja RP gwarantuje powszechny i bezpłatny dostęp do edukacji. Jednak oczywiście jasnym jest , że edukacja pochłania koszty, i to niemałe, które obciążają skarb państwa. Pora więc zadbać w końcu o to, żeby pieniądze te były wykorzystane maksymalnie efektywnie, a jednocześnie dawały możliwość bardziej różnorodnego kształcenia dzieci i młodzieży, zgodnie z ich naturalnymi zdolnościami i preferencjami. Należy więc odejść od sztywnego programu nauczania ustalanego drobiazgowo na poziomie ministerialnym i pozwolić szkołom (oczywiście w ramach pewnego zakreślonego obszaru) na tworzenie programu nauczania wedle własnych koncepcji i zgodnie z odczytywanym zapotrzebowaniem – dziś jest to bardzo utrudnione.
Ponadto szkoły winny dbać o dobór jak najlepszego poziomu, zarówno w przypadku nauczycieli, jak uczniów konkurując ze sobą.

O naturalne funkcjonowanie tak skonstruowanego systemu zadbałby znajdujący się w gestii opiekunów dzieci (najczęściej więc rodziców) bon edukacyjny, stanowiący realizowalne prze placówkę edukacyjną świadczenie pieniężne o wartości subwencji oświatowej przypadającej na jednego ucznia. Takim bonem rodzice uiszczaliby opłatę dla szkoły za naukę dziecka, wedle własnego zdania dobierając szkołę dla potrzeb i zdolności dziecka. Tym samym osoby najlepiej dziecko znające i rozumiejące jego potrzeby, zyskałyby narzędzie optymalnego wyboru ścieżki edukacyjnej swojej pociechy.

Edukacja prywatna:
Rosnące zainteresowanie taką specyficzną formą edukacji, której popularność skoczyła gwałtownie do góry w związku z lockdownami zarządzonymi w związku z covidową histerią, każe włączyć ją do wspieranych form nauki. Polega ona bezpośrednim zaangażowaniu opiekunów, najczęściej rodziców mogących pozwolić sobie na poświęcenie odpowiedniej ilości czasu na osobiste przekazywanie wiedzy dziecku w warunkach domowych. Taka forma wyłączająca zawodowych nauczycieli, wymaga oczywiście walidacji postępów w nauce dziecka w drodze okresowych egzaminów sprawdzających organizowanych przez kuratoria oświaty, nową propozycją zaś byłoby włączenie edukacji domowej w system dystrybucji środków z subwencji oświatowej – co oznaczałoby że prawidłowo prowadzona edukacja w domu przynosić miałaby świadczenie oświatowe w postaci bonu o jakim mowa powyżej, którego beneficjentem stawałby się uczący rodzic. Taki dochód pozwoliłby również być może na zwiększenie zainteresowania posiadaniem dzieci i spędzaniem z nimi większej ilości czasu, bez ponoszenia ryzyk związanych z bezczynnością zawodową i zmniejszonymi tą drogą dochodami rodziny.